ziemia
Autor: Lars Werdelin | dodano: 2013-11-21
Król zwierząt

Afrykę zamieszkiwało niegdyś znacznie więcej dużych drapieżników niż obecnie. Konkurencja z wczesnymi ludźmi mogła przyczynić się do ich zagłady.

Słońce już dawno wstało nad Serengeti

i sawanna obudziła się do życia. Zebry i antylopy gnu pracowicie skubią wilgotną jeszcze trawę, żyrafy i słonie powoli żują liście akacji, a lwy i hieny uważnie przyglądają się otoczeniu, wypatrując kolejnego posiłku. Wizyta w tym miejscu to poniekąd podróż do świata naszych przodków sprzed milionów lat, do czasów, gdy Ziemia nie zdążyła jeszcze poznać dramatycznych skutków naszej obecności – a przynajmniej tak się większości z nas wydaje. Wyobrażamy sobie wschodnią Afrykę jako miejsce dziewiczych ekosystemów, niemal zastygłych w swym odwiecznym kształcie mimo upływu ponad dwóch milionów lat od powstania rodzaju Homo.

Nowe odkrycia każą jednak zrewidować ten silnie utrwalony w naszej świadomości obraz. Badania, które prowadziłem nad zapisem kopalnym afrykańskich drapieżników, pokazały, że lwy, hieny i inni duzi mięsożercy, którzy przemierzają dziś bezkresne obszary wschodniej Afryki, stanowią zaledwie blade wspomnienie dawnej różnorodności tej grupy zwierząt. Co ciekawsze – jej postępujący upadek rozpoczął się niemal dokładnie w czasie, gdy wczesny Homo zwiększył znacząco udział mięsa w swojej diecie, co musiało zaowocować rywalizacją z drapieżnikami. Ta czasowa koincydencja skłania nas do przekonania, że pierwsi ludzie mieli swój udział w wytępieniu wielkich mięsożerców – i to już przed z górą 2 mln lat, na długo przed pojawieniem się naszego gatunku.

Sukces tego nowego mięsożercy – i towarzyszący mu schyłek dużych drapieżników – mógł uruchomić lawinę zmian na niższych szczeblach drabiny pokarmowej, a więc wśród naszych ofiar, a nawet zjadanych przez nie roślin. Wygląda na to, że – jeśli przedstawiona tu hipoteza jest poprawna – nasi przodkowie mogli rozpocząć radykalne przekształcanie ekosystemów znacznie wcześniej, niż dotąd sądzono, i to w czasach, gdy populacje wczesnych ludzi były niewielkie i bardzo rozproszone. Homo, jak się wydaje, był ważnym elementem biosfery od samego początku swojego istnienia.

Znikający mięsożercy

wymarłe drapieżniki, tzn. kopalni przedstawiciele rzędu Carnivora, pobudziły moją wyobraźnię przed wielu laty, gdy jako nastolatek po raz pierwszy czytałem o nich w książkach fińskiego paleontologa Björna Kurténa. Byłem nimi wówczas zafascynowany i wiedziałem, że musiały odgrywać znaczącą rolę jako strażnicy populacji roślinożerców, których liczebność inaczej niebezpiecznie by się zwiększała. Dopiero jednak, gdy zająłem się nimi zawodowo, uświadomiłem sobie, jak bliskie były ich relacje również z nami w ciągu kilku ostatnich milionów lat.

Przez dwa dziesięciolecia zbadałem tysiące skamieniałości drapieżników ze wschodniej i południowej Afryki, próbując odtworzyć historię narodzin dzisiejszych zespołów drapieżnych ssaków na przestrzeni ostatnich 7 mln lat. Znaczną część tych badań prowadziłem wspólnie z Margaret E. Lewis (Richard Stockton College), która jest specjalistką od szkieletu pozaczaszkowego Carnivora, podczas gdy ja zajmuję się ich zębami i kośćmi czaszki. Dzięki naszej pracy uzyskaliśmy znacznie dokładniejszy wgląd na zróżnicowanie tej grupy zwierząt w Afryce w różnych okresach; a był to – tak się składa – również czas, w którym dokonywała się cała ewolucja homininów. W miarę wzbogacania naszych informacji zyskaliśmy dużo dokładniejszy obraz gatunków różnych drapieżników, okresów ich sukcesów i porażek, lecz przede wszystkim uświadomiliśmy sobie, że postępujące załamanie różnorodności gatunkowej dużych drapieżników (tzn. o masie ciała przekraczającej 21,5 kg) zbiegło się ze zmianą diety naszych przodków z głównie roślinożernej na opierającą się w znacznej mierze na mięsie. Wszystko wskazywało, ku naszemu zdumieniu, że to nasi wcześni przodkowie przyczynili się do kłopotów wielkich mięsożerców.

Rekonstrukcje niektórych kluczowych skamieniałości pozwalają zrozumieć skalę przemian, jakim podlegały zespoły afrykańskich drapieżników. Te z początków owych siedmiu milionów lat ewolucji w niczym nie przypominały swoich dzisiejszych odpowiedników. Wśród skamieniałości datowanych na okres między 7,5 a 5 mln lat temu ze stanowiska Lothagam na zachodnim brzegu jeziora Turkana w północnej Kenii znajdujemy szczątki tygrysów szablozębnych, osobliwe hieny o długich głowach, ogromne „niedźwiedziopsy” (nienależące ani do psowatych, ani do niedźwiedziowatych, a będące przedstawicielami wymarłej rodziny drapieżników, zwanej amficjonami) i wreszcie łasicowate wielkości lampartów. Wśród mniejszych drapieżców spotkać można było krewniaków dzisiejszych łaszowatych i mangustowatych.

Przed 4 mln lat do tej gildii afrykańskich mięsożerców dołączyła bardziej znajoma twarz. Na sąsiednim stanowisku Kanapoi wciąż znaleźć można tygrysy szablozębne i innych wymarłych dziś drapieżców, ale najpospolitszymi z nich były wtedy hieny, blisko spokrewnione z dzisiejszymi hienami brunatnymi z południowej Afryki. Jeśli „przesuniemy film” o kolejnych kilkaset tysięcy lat, spotkamy jeszcze bardziej znajome zwierzęta. Na stanowisku Laetoli w tanzańskiej części Serengeti, w osadach sprzed 4,4–3,6 mln lat (rozsławionych szlakiem odciśniętych stóp homininów) wśród wciąż obecnych tygrysów szablozębnych zobaczymy szczątki znacznie nowocześniej wyglądających kotowatych. Znajdziemy też przedstawicieli kilku gatunków psowatych, wielką cywetę afrykańską, wczesną formę hieny cętkowanej, nie licząc wielu mniejszych drapieżników. Na innym antropologicznych stanowisku, w etiopskim Hadarze (miejscu ostatniego spoczynku liczącej sobie 3,2 mln lat Lucy) odnajdziemy licznych przedstawicieli takich drapieżników, jak tygrysy szablozębne, hieny, różne gatunki psów, a także ogromne wydry, niepodobne do żadnych ze współczesnych odpowiedników.

Te i inne stanowiska dokumentujące okres między 4 a 2,5 mln lat temu odmalowują ten sam obraz. Choć w każdym zestaw drapieżników jest nieco odmienny, zależnie od lokalnych warunków środowiskowych, to wszędzie są one do siebie podobne. Hieny, na przykład, obecne są w każdym przypadku, choć konkretne ich gatunki różnią się między sobą. Co ważniejsze jednak, nigdzie nie odnajdujemy śladów mogących wskazywać, że obecność homininów wpływała jakoś negatywnie na ich egzystencję.

Po okresie największego rozkwitu przed około 3,5 mln lat liczebność gatunków drapieżników zaczęła powoli spadać w ciągu następnego półtora miliona lat, głównie z powodu zmniejszenia się tempa powstawania gatunków przy zachowaniu intensywności ich wymierania. W każdym razie w niszach mięsożerców przedstawiciele Carnivora nie mieli wciąż konkurencji, a nasi mali, słabi i pozbawieni skutecznej ochrony przodkowie służyli im najwyżej za pożywienie. Ale czas zmian nieubłaganie się zbliżał.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 12/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
23
W 2003 r. miało miejsce całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Australii, Nowej Zelandii, Antarktyce i Ameryce Południowej.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Lars Werdelin | dodano: 2013-11-21
Król zwierząt

Afrykę zamieszkiwało niegdyś znacznie więcej dużych drapieżników niż obecnie. Konkurencja z wczesnymi ludźmi mogła przyczynić się do ich zagłady.

Słońce już dawno wstało nad Serengeti

i sawanna obudziła się do życia. Zebry i antylopy gnu pracowicie skubią wilgotną jeszcze trawę, żyrafy i słonie powoli żują liście akacji, a lwy i hieny uważnie przyglądają się otoczeniu, wypatrując kolejnego posiłku. Wizyta w tym miejscu to poniekąd podróż do świata naszych przodków sprzed milionów lat, do czasów, gdy Ziemia nie zdążyła jeszcze poznać dramatycznych skutków naszej obecności – a przynajmniej tak się większości z nas wydaje. Wyobrażamy sobie wschodnią Afrykę jako miejsce dziewiczych ekosystemów, niemal zastygłych w swym odwiecznym kształcie mimo upływu ponad dwóch milionów lat od powstania rodzaju Homo.

Nowe odkrycia każą jednak zrewidować ten silnie utrwalony w naszej świadomości obraz. Badania, które prowadziłem nad zapisem kopalnym afrykańskich drapieżników, pokazały, że lwy, hieny i inni duzi mięsożercy, którzy przemierzają dziś bezkresne obszary wschodniej Afryki, stanowią zaledwie blade wspomnienie dawnej różnorodności tej grupy zwierząt. Co ciekawsze – jej postępujący upadek rozpoczął się niemal dokładnie w czasie, gdy wczesny Homo zwiększył znacząco udział mięsa w swojej diecie, co musiało zaowocować rywalizacją z drapieżnikami. Ta czasowa koincydencja skłania nas do przekonania, że pierwsi ludzie mieli swój udział w wytępieniu wielkich mięsożerców – i to już przed z górą 2 mln lat, na długo przed pojawieniem się naszego gatunku.

Sukces tego nowego mięsożercy – i towarzyszący mu schyłek dużych drapieżników – mógł uruchomić lawinę zmian na niższych szczeblach drabiny pokarmowej, a więc wśród naszych ofiar, a nawet zjadanych przez nie roślin. Wygląda na to, że – jeśli przedstawiona tu hipoteza jest poprawna – nasi przodkowie mogli rozpocząć radykalne przekształcanie ekosystemów znacznie wcześniej, niż dotąd sądzono, i to w czasach, gdy populacje wczesnych ludzi były niewielkie i bardzo rozproszone. Homo, jak się wydaje, był ważnym elementem biosfery od samego początku swojego istnienia.

Znikający mięsożercy

wymarłe drapieżniki, tzn. kopalni przedstawiciele rzędu Carnivora, pobudziły moją wyobraźnię przed wielu laty, gdy jako nastolatek po raz pierwszy czytałem o nich w książkach fińskiego paleontologa Björna Kurténa. Byłem nimi wówczas zafascynowany i wiedziałem, że musiały odgrywać znaczącą rolę jako strażnicy populacji roślinożerców, których liczebność inaczej niebezpiecznie by się zwiększała. Dopiero jednak, gdy zająłem się nimi zawodowo, uświadomiłem sobie, jak bliskie były ich relacje również z nami w ciągu kilku ostatnich milionów lat.

Przez dwa dziesięciolecia zbadałem tysiące skamieniałości drapieżników ze wschodniej i południowej Afryki, próbując odtworzyć historię narodzin dzisiejszych zespołów drapieżnych ssaków na przestrzeni ostatnich 7 mln lat. Znaczną część tych badań prowadziłem wspólnie z Margaret E. Lewis (Richard Stockton College), która jest specjalistką od szkieletu pozaczaszkowego Carnivora, podczas gdy ja zajmuję się ich zębami i kośćmi czaszki. Dzięki naszej pracy uzyskaliśmy znacznie dokładniejszy wgląd na zróżnicowanie tej grupy zwierząt w Afryce w różnych okresach; a był to – tak się składa – również czas, w którym dokonywała się cała ewolucja homininów. W miarę wzbogacania naszych informacji zyskaliśmy dużo dokładniejszy obraz gatunków różnych drapieżników, okresów ich sukcesów i porażek, lecz przede wszystkim uświadomiliśmy sobie, że postępujące załamanie różnorodności gatunkowej dużych drapieżników (tzn. o masie ciała przekraczającej 21,5 kg) zbiegło się ze zmianą diety naszych przodków z głównie roślinożernej na opierającą się w znacznej mierze na mięsie. Wszystko wskazywało, ku naszemu zdumieniu, że to nasi wcześni przodkowie przyczynili się do kłopotów wielkich mięsożerców.

Rekonstrukcje niektórych kluczowych skamieniałości pozwalają zrozumieć skalę przemian, jakim podlegały zespoły afrykańskich drapieżników. Te z początków owych siedmiu milionów lat ewolucji w niczym nie przypominały swoich dzisiejszych odpowiedników. Wśród skamieniałości datowanych na okres między 7,5 a 5 mln lat temu ze stanowiska Lothagam na zachodnim brzegu jeziora Turkana w północnej Kenii znajdujemy szczątki tygrysów szablozębnych, osobliwe hieny o długich głowach, ogromne „niedźwiedziopsy” (nienależące ani do psowatych, ani do niedźwiedziowatych, a będące przedstawicielami wymarłej rodziny drapieżników, zwanej amficjonami) i wreszcie łasicowate wielkości lampartów. Wśród mniejszych drapieżców spotkać można było krewniaków dzisiejszych łaszowatych i mangustowatych.

Przed 4 mln lat do tej gildii afrykańskich mięsożerców dołączyła bardziej znajoma twarz. Na sąsiednim stanowisku Kanapoi wciąż znaleźć można tygrysy szablozębne i innych wymarłych dziś drapieżców, ale najpospolitszymi z nich były wtedy hieny, blisko spokrewnione z dzisiejszymi hienami brunatnymi z południowej Afryki. Jeśli „przesuniemy film” o kolejnych kilkaset tysięcy lat, spotkamy jeszcze bardziej znajome zwierzęta. Na stanowisku Laetoli w tanzańskiej części Serengeti, w osadach sprzed 4,4–3,6 mln lat (rozsławionych szlakiem odciśniętych stóp homininów) wśród wciąż obecnych tygrysów szablozębnych zobaczymy szczątki znacznie nowocześniej wyglądających kotowatych. Znajdziemy też przedstawicieli kilku gatunków psowatych, wielką cywetę afrykańską, wczesną formę hieny cętkowanej, nie licząc wielu mniejszych drapieżników. Na innym antropologicznych stanowisku, w etiopskim Hadarze (miejscu ostatniego spoczynku liczącej sobie 3,2 mln lat Lucy) odnajdziemy licznych przedstawicieli takich drapieżników, jak tygrysy szablozębne, hieny, różne gatunki psów, a także ogromne wydry, niepodobne do żadnych ze współczesnych odpowiedników.

Te i inne stanowiska dokumentujące okres między 4 a 2,5 mln lat temu odmalowują ten sam obraz. Choć w każdym zestaw drapieżników jest nieco odmienny, zależnie od lokalnych warunków środowiskowych, to wszędzie są one do siebie podobne. Hieny, na przykład, obecne są w każdym przypadku, choć konkretne ich gatunki różnią się między sobą. Co ważniejsze jednak, nigdzie nie odnajdujemy śladów mogących wskazywać, że obecność homininów wpływała jakoś negatywnie na ich egzystencję.

Po okresie największego rozkwitu przed około 3,5 mln lat liczebność gatunków drapieżników zaczęła powoli spadać w ciągu następnego półtora miliona lat, głównie z powodu zmniejszenia się tempa powstawania gatunków przy zachowaniu intensywności ich wymierania. W każdym razie w niszach mięsożerców przedstawiciele Carnivora nie mieli wciąż konkurencji, a nasi mali, słabi i pozbawieni skutecznej ochrony przodkowie służyli im najwyżej za pożywienie. Ale czas zmian nieubłaganie się zbliżał.