ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-08-21
Na ratunek delcie

fot. NASA

W amerykańskim stanie Luizjana rozpoczyna się realizacja gigantycznego projektu odbudowy delty Missisipi. Jego koszt to 50 mld dolarów.

Rozpisano go na pięć dekad. Plan obrony lądu przed oceanem ma na celu także ocalenie Nowego Orleanu. Zniszczone przez huragan Katrina w 2005 roku miasto wciąż nie jest bezpieczne. Niektórzy uważają, że nigdy nie będzie. Inni sądzą, że da się je uratować, ale właśnie pod takim warunkiem, że odbudowana zostanie delta Missisipi.

Projekt Louisiana Coastal Master Plan jest dokładnym przeciwieństwem tego, co ludzie robili z deltą przez poprzednie 100 lat. Wały przeciwpowodziowe, wzniesione dawno temu w ujściowym odcinku rzeki, teraz zostaną przerwane w kilku miejscach, aby Missisipi znów mogła swobodnie usypywać deltę z osadów zniesionych z lądu. Marsze i wspaniałe lasy porośnięte wyniosłymi cypryśnikami błotnymi Taxodium distichum, wcześniej osuszone i wycięte w pień, będą przywrócone. Wyspy barierowe chroniące niegdyś brzeg, a potem zniszczone bez pardonu podczas budowania kolejnych instalacji naftowych, mają być ponownie usypane. I tak dalej. Co człowiek zniszczył, teraz chce naprawić.

Jednym z większych paradoksów jest los kanałów żeglugowych wykopanych w delcie zaledwie pół wieku temu, aby skrócić drogę statkom zmierzającym do Nowego Orleanu. Teraz kanały te zamyka się i przegradza potężnymi barierami, bo okazało się, że są niebezpieczne – podczas huraganów zmieniają się w wielkie rynny, którymi w kierunku miasta pędzi woda oceaniczna.

Trwa debata, czy podobna bariera, tyle że znacznie większa – o wysokości 7–8 m i długości ponad 20 km – powinna odciąć od morza jezioro Pontchartrian, które od północy sąsiaduje z Nowym Orleanem. W 2005 roku Katrina pchnęła wodę morską do jeziora, a ono przelało się przez wały, zatapiając miasto. Gdyby taka bariera istniała, być może do tego by nie doszło. Już raz, w latach 70., rozpoczęto jej budowę, ale sędzia nakazał jej przerwanie po protestach organizacji ekologicznych i miejscowej ludności. Teraz myśli się o powrocie do tego pomysłu. Czy jednak taka przegroda zatrzyma ocean, gdy jego poziom i impet wzrosną? Jedni mówią, że tak, przynajmniej w tym stuleciu. Inni odpowiadają, że niekoniecznie, ostrzegając, że nie ma nic gorszego niż złudne poczucie bezpieczeństwa.              

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 09/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-08-21
Na ratunek delcie

fot. NASA

W amerykańskim stanie Luizjana rozpoczyna się realizacja gigantycznego projektu odbudowy delty Missisipi. Jego koszt to 50 mld dolarów.

Rozpisano go na pięć dekad. Plan obrony lądu przed oceanem ma na celu także ocalenie Nowego Orleanu. Zniszczone przez huragan Katrina w 2005 roku miasto wciąż nie jest bezpieczne. Niektórzy uważają, że nigdy nie będzie. Inni sądzą, że da się je uratować, ale właśnie pod takim warunkiem, że odbudowana zostanie delta Missisipi.

Projekt Louisiana Coastal Master Plan jest dokładnym przeciwieństwem tego, co ludzie robili z deltą przez poprzednie 100 lat. Wały przeciwpowodziowe, wzniesione dawno temu w ujściowym odcinku rzeki, teraz zostaną przerwane w kilku miejscach, aby Missisipi znów mogła swobodnie usypywać deltę z osadów zniesionych z lądu. Marsze i wspaniałe lasy porośnięte wyniosłymi cypryśnikami błotnymi Taxodium distichum, wcześniej osuszone i wycięte w pień, będą przywrócone. Wyspy barierowe chroniące niegdyś brzeg, a potem zniszczone bez pardonu podczas budowania kolejnych instalacji naftowych, mają być ponownie usypane. I tak dalej. Co człowiek zniszczył, teraz chce naprawić.

Jednym z większych paradoksów jest los kanałów żeglugowych wykopanych w delcie zaledwie pół wieku temu, aby skrócić drogę statkom zmierzającym do Nowego Orleanu. Teraz kanały te zamyka się i przegradza potężnymi barierami, bo okazało się, że są niebezpieczne – podczas huraganów zmieniają się w wielkie rynny, którymi w kierunku miasta pędzi woda oceaniczna.

Trwa debata, czy podobna bariera, tyle że znacznie większa – o wysokości 7–8 m i długości ponad 20 km – powinna odciąć od morza jezioro Pontchartrian, które od północy sąsiaduje z Nowym Orleanem. W 2005 roku Katrina pchnęła wodę morską do jeziora, a ono przelało się przez wały, zatapiając miasto. Gdyby taka bariera istniała, być może do tego by nie doszło. Już raz, w latach 70., rozpoczęto jej budowę, ale sędzia nakazał jej przerwanie po protestach organizacji ekologicznych i miejscowej ludności. Teraz myśli się o powrocie do tego pomysłu. Czy jednak taka przegroda zatrzyma ocean, gdy jego poziom i impet wzrosną? Jedni mówią, że tak, przynajmniej w tym stuleciu. Inni odpowiadają, że niekoniecznie, ostrzegając, że nie ma nic gorszego niż złudne poczucie bezpieczeństwa.