wszechświat
Autor: Michael Moyer | dodano: 2013-06-24
Obłok do czarnej dziury: Zjedz mnie!

Najlepsze fajerwerki tego lata mogą pojawić się w centrum Galaktyki

Astronomowie widzą już kosmiczne przygotowania. Wkrótce, może jutro, wielki obłok gazu i pyłu, a może również i jedna z gwiazd, rozpoczną podróż przez sam środek Drogi Mlecznej, siedlisko supermasywnej czarnej dziury. Powstałe wówczas niebiańskie fajerwerki powinny ujawnić część z sekretów centrum Galaktyki, obszaru zwykle skrywanego przed nami przez kosmiczny pył i odległość.

Badacze od dawna zastanawiają się, dlaczego czarna dziura z Drogi Mlecznej, w przeciwieństwie do czarnych dziur z centrów innych galaktyk, jest kłopotliwie cicha. Nie wydaje się pożerać materii w tempie, którego byśmy oczekiwali.

Niestety, interesujący nas obszar w pobliżu czarnej dziury jest zbyt mały i zbyt odległy, by nasze teleskopy zdołały go dokładniej zbadać (wyobraź sobie portret Mony Lizy namalowany na pinezce i umieszczony na Księżycu – a teraz kontempluj jej uśmiech). Nasz niewyraźny ogląd nie pozwala na zrozumienie, dlaczego nie świeci ona z energią wyzwoloną w procesie zasysania gazu z grawitacyjną siłą czterech milionów słońc. Ta obserwacyjna frustracja sprawia, że nadchodzący obłok jest tak ekscytujący. „Gdy widzimy meteor przemierzający niebo, za część z jego światła odpowiada tarcie – mówi Eliot Quataert, astrofizyk z University of California w Berkeley. – Liczymy na to, że zobaczymy coś podobnego – jak obłok oddziałuje z pozostałym gazem opadającym na czarną dziurę”. Obłok będzie służył za próbnik, dzięki któremu astronomowie spędzą najbliższe lata, rozważając skutki jego ruchu: gigantyczny kosmiczny rozbłysk.

Badacze liczą również na to, że uda się dokładniej ustalić, skąd właściwie przychodzi ta kosmiczna chmura. Niektórzy sugerują, że to dwa zagęszczenia gazu, które zderzyły się w pobliżu centrum galaktyki, zmniejszając moment pędu, który utrzymywał je na pierwotnych orbitach. Inni uważają, że obłok jest młodym, słabo świecącym układem planetarnym, w którym z pyłu nie zestaliły się jeszcze planety, a słońce nadal jest zasłonięte przez gaz.

Skądkolwiek pochodzi pechowy obłok, jego los jest przesądzony: w ciągu kilku lat zostanie wessany pod horyzont zdarzeń czarnej dziury i przestanie istnieć. Jednak astronomowie będą śledzić jego długie pożegnanie, wykorzystując wszystkie możliwe typy teleskopów. Być może obłok nie jest aż takim pechowcem, zastanawia się Stefan Gillessen, członek zespołu, który odkrył go w 2011 roku. „Ma pecha, bo zginie – śmieje się – ale i szczęście, bo stanie się sławny”.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 07/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
19
W 1912 r. urodził się George Emil Palade, amerykański cytolog, laureat Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michael Moyer | dodano: 2013-06-24
Obłok do czarnej dziury: Zjedz mnie!

Najlepsze fajerwerki tego lata mogą pojawić się w centrum Galaktyki

Astronomowie widzą już kosmiczne przygotowania. Wkrótce, może jutro, wielki obłok gazu i pyłu, a może również i jedna z gwiazd, rozpoczną podróż przez sam środek Drogi Mlecznej, siedlisko supermasywnej czarnej dziury. Powstałe wówczas niebiańskie fajerwerki powinny ujawnić część z sekretów centrum Galaktyki, obszaru zwykle skrywanego przed nami przez kosmiczny pył i odległość.

Badacze od dawna zastanawiają się, dlaczego czarna dziura z Drogi Mlecznej, w przeciwieństwie do czarnych dziur z centrów innych galaktyk, jest kłopotliwie cicha. Nie wydaje się pożerać materii w tempie, którego byśmy oczekiwali.

Niestety, interesujący nas obszar w pobliżu czarnej dziury jest zbyt mały i zbyt odległy, by nasze teleskopy zdołały go dokładniej zbadać (wyobraź sobie portret Mony Lizy namalowany na pinezce i umieszczony na Księżycu – a teraz kontempluj jej uśmiech). Nasz niewyraźny ogląd nie pozwala na zrozumienie, dlaczego nie świeci ona z energią wyzwoloną w procesie zasysania gazu z grawitacyjną siłą czterech milionów słońc. Ta obserwacyjna frustracja sprawia, że nadchodzący obłok jest tak ekscytujący. „Gdy widzimy meteor przemierzający niebo, za część z jego światła odpowiada tarcie – mówi Eliot Quataert, astrofizyk z University of California w Berkeley. – Liczymy na to, że zobaczymy coś podobnego – jak obłok oddziałuje z pozostałym gazem opadającym na czarną dziurę”. Obłok będzie służył za próbnik, dzięki któremu astronomowie spędzą najbliższe lata, rozważając skutki jego ruchu: gigantyczny kosmiczny rozbłysk.

Badacze liczą również na to, że uda się dokładniej ustalić, skąd właściwie przychodzi ta kosmiczna chmura. Niektórzy sugerują, że to dwa zagęszczenia gazu, które zderzyły się w pobliżu centrum galaktyki, zmniejszając moment pędu, który utrzymywał je na pierwotnych orbitach. Inni uważają, że obłok jest młodym, słabo świecącym układem planetarnym, w którym z pyłu nie zestaliły się jeszcze planety, a słońce nadal jest zasłonięte przez gaz.

Skądkolwiek pochodzi pechowy obłok, jego los jest przesądzony: w ciągu kilku lat zostanie wessany pod horyzont zdarzeń czarnej dziury i przestanie istnieć. Jednak astronomowie będą śledzić jego długie pożegnanie, wykorzystując wszystkie możliwe typy teleskopów. Być może obłok nie jest aż takim pechowcem, zastanawia się Stefan Gillessen, członek zespołu, który odkrył go w 2011 roku. „Ma pecha, bo zginie – śmieje się – ale i szczęście, bo stanie się sławny”.