technika
Autor: David Bourne | dodano: 2013-05-21
Mój szef, robot

RAPORT SPECJALNY

Jak zrobić kolejne wielkie rzeczy

Wytwarzanie to w gruncie rzeczy inteligentne zaprowadzanie porządku.

Skoro natura nie dała nam struktur, które odpowiadają naszym oczekiwaniom, sami musimy je wykonać. Do tego potrzebna jest wiedza, jak ma wyglądać nowy porządek i jak go zaprowadzić, oraz energia niezbędną do przekształcenia surowców. W przeszłości wiele rewolucji technicznych było związanych właśnie z dostępem do energii – spiętrzona woda, silniki parowe, elektryczne i spalinowe to tylko niektóre tego przykłady.

Dzisiejsza rewolucja techniczna nie jest skutkiem łatwiejszego dostępu do energii. Jej siłą napędową jest informacja. Boeing 747 oraz iPhone powstają w przeważającej mierze z materiałów powszechnie dostępnych, które kosztują co najwyżej kilkanaście dolarów za kilogram. Jednak cena gotowych produktów w przeliczeniu na kilogram sięga wielu tysięcy dolarów. Jej zasadniczym składnikiem jest wiedza, a nie surowce. Stąd biorą się miejsca pracy i dochody.

W 2013 roku w orędziu o stanie państwa prezydent Barack Obama mówił o „powrocie miejsc pracy” do Stanów Zjednoczonych, chcąc wzbudzić nadzieję na lepszą przyszłość. Prawdą jest jednak, że nowe miejsca pracy nie wracają – one po prostu migrują. Obecnie produkcja zwiększa się w Chinach, Indiach i innych krajach rozwijających się, przyczyniając się do wzrostu dobrobytu w tych stosunkowo ubogich krajach. Jednak niezbędne do produkcji maszyny, materiały i wiedza pochodzą skądinąd. Szansa dla państw rozwiniętych polega na dostarczaniu zaawansowanych narzędzi do produkcji innych narzędzi, oprogramowania, środków finansowych, logistyki i marketingu niezbędnego do inteligentnego porządkowania materii. Tak więc postęp w produkcji będzie polegać na porządkowaniu świata przez wtłaczanie coraz większych dawek informacji i wiedzy w coraz mniejsze porcje materii jak najmniejszym energetycznym kosztem.

Ricardo Hausmann

Ricardo Hausmann jest dyrektorem Center for International Development i profesorem praktyki rozwoju gospodarczego w Harvard University.

 

W Raporcie:

+ MÓJ SZEF, ROBOT

+ TWORZYWA JUTRA

+ WYDRUKOWAĆ NIEMOŻLIWE

+ NARODZINY NANOMASZYN

+ Wyprodukowano w komputerze


Mój szef, robot

W fabrykach ludzie i roboty będą pracować ramię w ramię. Czy wiemy, kto będzie wydawać polecenia?

Kiedy Michael Dawson-Haggerty ubrany w zielony, nieco przybrudzony kombinezon roboczy, z szerokim uśmiechem na twarzy wpadł do mojego gabinetu, było oczywiste, że on i jego towarzysz wygrali rywalizację z grupą doświadczonych spawaczy. Przedmiotem próby było wykonanie metalowego szkieletu Humvee, pojazdu powszechnie używanego przez armię amerykańską w Iraku i Afganistanie.

To było pierwsze zadanie w karierze zawodowej Dawson-Hoggerty’ego, który ledwie zdążył obronić pracę magisterską i został inżynierem w Robotics Institute w Carnegie Mellon University. Trzeba przyznać, że na początku przedsięwzięcie nieco go niepokoiło. Ja, uczciwie mówiąc, bardziej martwiłem się o jego partnera, który wprawdzie był niezawodny, ale brakowało mu ludzkich umiejętności.

Tym partnerem był robot podobny do wielkich przemysłowych maszyn, jakich mnóstwo widuje się na zdjęciach przedstawiających linie montażowe w zakładach Forda czy General Motors. Ale podczas gdy te mechaniczne monstra pracują w klatkach, które mają chronić ludzi w razie awarii, Spitfire, nasz jednoręki robot spawający o wysokości 4 m z zastępującym wzrok laserowym dalmierzem, miał podjąć pracę ramię w ramię z człowiekiem. Niezwykła była też organizacja pracy: zamiast po prostu wykonywać polecenia Dawson-Haggerty’ego, to robot miał decydować, jaki będzie następny krok: pozycjonowanie lub spawanie przypadało temu z partnerów, który w danym momencie mógł lepiej je wykonać. W tej parze to robot był szefem.

Dzieląc w ten sposób pracę, Dawson-Haggerty i partnerujący mu robot wykonali szkielet w 10 godzin; robocizna i materiały kosztowały łącznie 1150 dolarów. Doświadczeni spawacze, których zatrudniliśmy, aby mieć punkt odniesienia, pracowali 89 godzin i wystawili rachunek na 7075 dolarów.

Zdolność człowieka i robota do wspólnej pracy może mieć ogromne znaczenie ekonomiczne: w wielu przypadkach pozwoliłaby uniknąć modernizacji linii montażowych i zaoszczędzić nawet miliardy dolarów. Trzeba zmodyfikować jakiś seryjny produkt? Zespoły ludzi i robotów bez wymiany parku maszynowego wykonają wersję dostosowaną do wymagań klienta niezależnie, czy chodzi o urządzenie elektroniczne, czy samolot. W ten sposób firmy mogłyby szybko reagować na zmiany wymagań rynku i doskonalić produkty w skali tygodni, a nie lat. Z kolei pracownicy znaleźliby satysfakcję, stale podejmując nowe wyzwania. Te i wiele innych powodów pozwalają nam twierdzić, że roboty mogą być o wiele efektywniejsze, pracując jako nasi szefowie, a nie niewolnicy.

Więcej w miesięczniku „Świat Nauki" nr 06/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
11/2017
10/2017 - specjalny
Kalendarium
Listopad
20
W 1985 r. Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0.
Warto przeczytać
Czy znasz powiedzenie że matematykowi do pracy wystarczy kartka, ołówek i kosz na śmieci? To nieprawda! Pasjonującą, efektowną i praktyczną matematykę poznaje się dopiero w laboratorium.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: David Bourne | dodano: 2013-05-21
Mój szef, robot

RAPORT SPECJALNY

Jak zrobić kolejne wielkie rzeczy

Wytwarzanie to w gruncie rzeczy inteligentne zaprowadzanie porządku.

Skoro natura nie dała nam struktur, które odpowiadają naszym oczekiwaniom, sami musimy je wykonać. Do tego potrzebna jest wiedza, jak ma wyglądać nowy porządek i jak go zaprowadzić, oraz energia niezbędną do przekształcenia surowców. W przeszłości wiele rewolucji technicznych było związanych właśnie z dostępem do energii – spiętrzona woda, silniki parowe, elektryczne i spalinowe to tylko niektóre tego przykłady.

Dzisiejsza rewolucja techniczna nie jest skutkiem łatwiejszego dostępu do energii. Jej siłą napędową jest informacja. Boeing 747 oraz iPhone powstają w przeważającej mierze z materiałów powszechnie dostępnych, które kosztują co najwyżej kilkanaście dolarów za kilogram. Jednak cena gotowych produktów w przeliczeniu na kilogram sięga wielu tysięcy dolarów. Jej zasadniczym składnikiem jest wiedza, a nie surowce. Stąd biorą się miejsca pracy i dochody.

W 2013 roku w orędziu o stanie państwa prezydent Barack Obama mówił o „powrocie miejsc pracy” do Stanów Zjednoczonych, chcąc wzbudzić nadzieję na lepszą przyszłość. Prawdą jest jednak, że nowe miejsca pracy nie wracają – one po prostu migrują. Obecnie produkcja zwiększa się w Chinach, Indiach i innych krajach rozwijających się, przyczyniając się do wzrostu dobrobytu w tych stosunkowo ubogich krajach. Jednak niezbędne do produkcji maszyny, materiały i wiedza pochodzą skądinąd. Szansa dla państw rozwiniętych polega na dostarczaniu zaawansowanych narzędzi do produkcji innych narzędzi, oprogramowania, środków finansowych, logistyki i marketingu niezbędnego do inteligentnego porządkowania materii. Tak więc postęp w produkcji będzie polegać na porządkowaniu świata przez wtłaczanie coraz większych dawek informacji i wiedzy w coraz mniejsze porcje materii jak najmniejszym energetycznym kosztem.

Ricardo Hausmann

Ricardo Hausmann jest dyrektorem Center for International Development i profesorem praktyki rozwoju gospodarczego w Harvard University.

 

W Raporcie:

+ MÓJ SZEF, ROBOT

+ TWORZYWA JUTRA

+ WYDRUKOWAĆ NIEMOŻLIWE

+ NARODZINY NANOMASZYN

+ Wyprodukowano w komputerze


Mój szef, robot

W fabrykach ludzie i roboty będą pracować ramię w ramię. Czy wiemy, kto będzie wydawać polecenia?

Kiedy Michael Dawson-Haggerty ubrany w zielony, nieco przybrudzony kombinezon roboczy, z szerokim uśmiechem na twarzy wpadł do mojego gabinetu, było oczywiste, że on i jego towarzysz wygrali rywalizację z grupą doświadczonych spawaczy. Przedmiotem próby było wykonanie metalowego szkieletu Humvee, pojazdu powszechnie używanego przez armię amerykańską w Iraku i Afganistanie.

To było pierwsze zadanie w karierze zawodowej Dawson-Hoggerty’ego, który ledwie zdążył obronić pracę magisterską i został inżynierem w Robotics Institute w Carnegie Mellon University. Trzeba przyznać, że na początku przedsięwzięcie nieco go niepokoiło. Ja, uczciwie mówiąc, bardziej martwiłem się o jego partnera, który wprawdzie był niezawodny, ale brakowało mu ludzkich umiejętności.

Tym partnerem był robot podobny do wielkich przemysłowych maszyn, jakich mnóstwo widuje się na zdjęciach przedstawiających linie montażowe w zakładach Forda czy General Motors. Ale podczas gdy te mechaniczne monstra pracują w klatkach, które mają chronić ludzi w razie awarii, Spitfire, nasz jednoręki robot spawający o wysokości 4 m z zastępującym wzrok laserowym dalmierzem, miał podjąć pracę ramię w ramię z człowiekiem. Niezwykła była też organizacja pracy: zamiast po prostu wykonywać polecenia Dawson-Haggerty’ego, to robot miał decydować, jaki będzie następny krok: pozycjonowanie lub spawanie przypadało temu z partnerów, który w danym momencie mógł lepiej je wykonać. W tej parze to robot był szefem.

Dzieląc w ten sposób pracę, Dawson-Haggerty i partnerujący mu robot wykonali szkielet w 10 godzin; robocizna i materiały kosztowały łącznie 1150 dolarów. Doświadczeni spawacze, których zatrudniliśmy, aby mieć punkt odniesienia, pracowali 89 godzin i wystawili rachunek na 7075 dolarów.

Zdolność człowieka i robota do wspólnej pracy może mieć ogromne znaczenie ekonomiczne: w wielu przypadkach pozwoliłaby uniknąć modernizacji linii montażowych i zaoszczędzić nawet miliardy dolarów. Trzeba zmodyfikować jakiś seryjny produkt? Zespoły ludzi i robotów bez wymiany parku maszynowego wykonają wersję dostosowaną do wymagań klienta niezależnie, czy chodzi o urządzenie elektroniczne, czy samolot. W ten sposób firmy mogłyby szybko reagować na zmiany wymagań rynku i doskonalić produkty w skali tygodni, a nie lat. Z kolei pracownicy znaleźliby satysfakcję, stale podejmując nowe wyzwania. Te i wiele innych powodów pozwalają nam twierdzić, że roboty mogą być o wiele efektywniejsze, pracując jako nasi szefowie, a nie niewolnicy.